Dlaczego Hamilton film jest lepszy od wersji scenicznej (a dlaczego nie jest)


Musical Hamilton od 3 lipca dostępny jest na Disney+ i każdy stara się znaleźć odpowiedź na pytanie, jak go obejrzeć, mniej lub bardziej legalnie. Ci, którym już się to udało zaznaczają, że chociaż HamiFilm nie jest typowym, zrealizowanym od zera filmem, a nagraniem scenicznym z Broadwayu z 2016 roku, to różnice w odbiorze ekran-teatr są ogromne. Co niekoniecznie znaczy, że gorsze.



Hamilton to musical, który wszedł z przytupem do dorobku światowej popkultury i na wieczność zostawił tam fragment siebie. Dzięki temu tytułowi wiele osób otworzyło się na gatunek musicali, chociaż tematyka związana z powstawaniem konstytucji i z biografią pierwszego sekretarza stanu Nowy Jork początkowo nie wydawała się przełomowa. Gdy ogłoszono, że produkcja trafi do kin, a w związku z zamrożeniem kultury, na Disney+, radości widzów nie było końca. Obejrzeć chce go każdy, chociażby po to, by dowiedzieć się, skąd ta jego ogromna popularność. I chociaż #HamilFilm jest nagraniem broadwayowskiej wersji scenicznej, emocje przy odbiorze musicalu oglądanego w telewizji są zupełnie inne niż to, co odczuwamy siedząc w teatrze. Sprawdźmy więc, czy z perspektywy widza wyszliśmy lepiej na tym, że twórcy zechcieli udostępnić musical Hamilton szerszej publice, czy też jednak bardziej opłacało się zobaczyć go za granicą, gdy jeszcze była taka możliwość.


Ale wcale nie musisz jechać za granicę

To argument wyjątkowo celny, szczególnie w obecnej sytuacji. Dla niektórych byłby celny również w każdej innej, ponieważ nie wszyscy mają czas, pieniądze, możliwości zdrowotne czy chociażby taką znajomość języka angielskiego, by wybrać się za granicę tylko po to, by 3 godziny przesiedzieć w teatrze. Udostępnione nagranie jest więc dla takich osób niemal ratunkiem. Potrzeba zobaczenia tego tytułu wydawała się do tego stopnia kluczowa, że w internecie przez lata pojawiały się i znikały nielegalne nagrania Hamiltona wykonane telefonem przez jednego z fanów. Jak można się domyślać, jakość nie była najlepsza, jednak wiele osób tylko w ten sposób mogło zapoznać się z dziełem Lina-Manuela Mirandy. I w zasadzie tyle im wystarczyło, by ten tytuł pokochali. Dlatego też oficjalne, w pełni legalne nagranie dostępne na Disney+ i zrealizowane w bardzo dobrej jakości to dla przeciętnego widza, który nie mógł sobie pozwolić na zobaczenie tej produkcji żywo, spełnienie marzeń. 


Tej obsady i tak już nie zobaczysz

Nawet, jeżeli teatry zostaną w pełni odmrożone i będziesz mieć możliwość zobaczenia musicalu Hamilton na żywo, w Nowym Jorku czy gdziekolwiek, gdzie twórcy zdecydują się go wystawić, raczej nie ma szansy, byś trafił na obsadę z nagrania. Było ono realizowane w 2016 roku, w Richard Rodgers Theatre na Broadwayu, a w głównych rolach pojawili się Lin-Manuel Miranda, Leslie Odom Jr., Philippa Soo, Renee Elise, Christopher Jackson, Daveed Diggs, Anthony Ramos i Jonathan Groff, którzy na ten moment zajmują się już innymi projektami. Wersja streamingowa Hamiltona może być więc aktualnie jedyną szansą na zobaczenie ich w tych rolach, czy wręcz stanowić pewnego rodzaju pamiątkę.


Widoczność z rzędu 0

Nie oszukujmy się, nie każdy z nas ma sokoli wzrok, a jadąc na Broadway nie zawsze jest szansa na to, że zajmiemy najlepsze miejsce na widowni, czy też przypadkiem nie okaże się, że czekaliśmy rok na wyjazd, a tu siedzimy za wielką, zasłaniającą nam wszystko kolumną czy inną częścią dekoracji. Do tego, jak już wybierzemy się ponownie za granicę, to najprawdopodobniej będziemy woleli nadrobić kolejne tytuły, niż iść znowu na ten sam, tylko po to, by zobaczyć scenę z innej perspektywy. A jak wiemy – w każdym miejscu jest inaczej, z każdego fotela widać inne szczegóły. Wersja na Disney+ sprawia, że wszyscy są równi, każdy siedzi dokładnie w tym samym miejscu i nie musimy kupować biletu w wybranym sektorze rok wcześniej zawzięcie walcząc na śmierć i życie z innymi fanami. Jednocześnie ma się wrażenie, że jest to miejsce numer 0 – nikt nam nie zasłania, a liczne zbliżenia na twarze aktorów sprawiają, że czujemy się, jakbyśmy byli niemal w centrum akcji, kilka centymetrów od twarzy plującego Jonathana Groffa. Więc tak, dla niektórych będzie to wada :) Jednak emocje zdają się dzięki temu jeszcze silniejsze i zapewne więcej osób będzie płakało widząc łkającego Mirandę, niż robiło to jedynie słysząc jego głos na Spotify lub dostrzegając z balkonu zarys jego sylwetki.


Doceniasz i zauważasz "mniej ważnych"

Zapewne duża część widowni Hamiltona wybrała się na niego dla Mirandy, dla głównych bohaterów tej historii i skupi się na tych, którzy są dla niej najważniejsi. Oglądając musical pełni emocji, z daleka, lub na wspomnianym kiepskiej jakości nagraniu telefonem, możemy nie zauważyć lub po prostu nie docenić w pełni osób znajdujących się na drugim czy trzecim planie, w tym tancerzy. Warto zauważyć, że w Hamiltonie chyba wszyscy umieją śpiewać, a wielu gra kilka różnych ról podczas jednego spektaklu. Przykładowo tancerze nie tylko robią chórki, ale występują również w pomniejszych rolach, otrzymując własne solówki. Dzięki nim właśnie dostrzegłam takich artystów jak Jon Rua (tancerz i Charles Lee, a także zmiennik na roli Hamiltona), czy Thayne Jasperson (tancerz i Samuel Seabury oraz zmiennik Laurensa/Philipa i Króla Jerzego), których twarzy prawdopodobnie i tak nie rozróżniałabym siedząc na balkonie.


Nie widzisz tego, co chcesz

Teatr na żywo ma jednak swoje niezaprzeczalne plusy. Jednym z nich jest chociażby fakt, że podczas spektaklu możesz patrzeć na dowolne miejsce na scenie, na dowolnego tancerza, na dowolny element scenografii. Nagranie narzuca Ci, gdzie masz patrzeć i co widzieć, przez co pewnych elementów być może nigdy nie zauważysz – bo oko kamery na to nie pozwoliło. Mogą to być drobne wpadki, które ukryto celowo, albo widok na całą scenę podczas zbiorówek. Mogą być to momenty, gdy obsada niepostrzeżenie zmienia elementy scenografii tanecznym krokiem przenosząc poszczególne jej elementy, czy też fragmenty choreografii, której nie zobaczysz, gdy kamerzysta zdecydował się akurat na zbliżenie twarzy aktora. W teatrze patrzysz tam, gdzie chcesz – być może przegapisz przez to coś istotnego, ale robisz to na własne życzenie i masz do tego pełne prawo: bo być może jest coś, co Ciebie interesuje bardziej, niż montażystę.


Replay replay replay

Jeżeli posiadamy abonament Disney+ możemy Hamiltona oglądać codziennie, niejako płacąc za bilet tylko raz. Brak wydatków na dojazd i nocleg to z pewnością dobry sposób na oszczędzanie. Możemy także odtwarzać w kółko ulubione sceny, pauzować, przewinąć mniej lubiane utwory. Wciąż jednak, przy każdym kolejnym wciśnięciu play, dana scena będzie zagrana dokładnie tak samo, z identycznymi kadrami. A właśnie brak powtarzalności jest cechą, dla której ludzie uwielbiają rozrywkę na żywo. Musical w teatrze nigdy nie jest zagrany dwa razy w ten sam sposób, bo pracują przy nim nie wygenerowane obrazy, a prawdziwi ludzie: czasem coś się popsuje, ktoś się potknie, czasem aktor inaczej zaakcentuje słowo i wyciągnie wyższy dźwięk, innym razem całkiem zmieni tekst, odnosząc się do aktualnej sytuacji w kraju czy swojej innej roli, tym samym puszczając oczko do publiki. Produkcją na żywo często rządzi spontaniczność. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy i to jest powód, dla którego tak wiele osób idzie do teatru na jeden i ten sam tytuł po raz 10 czy 20, mimo że zna go już na pamięć. Robi to właśnie dlatego, że zna go na pamięć i wie, że przy kolejnej wizycie nadal będzie mógł zobaczyć coś nowego i coś go zaskoczy.


Atmosfery nie zastąpisz

Teatr ma jednak w sobie coś magicznego. Pomijając już pewną niepewność, zajęte, trafnie bądź nie, miejsce, widoczność z balkonu czy zza zasłaniającego nam głośnika, konkretną, wyczekiwaną obsadę z jej nagłą zmianą w ostatniej chwili – dla wielu osób samo wyjście do teatru jest pewnego rodzaju rytuałem, świętowaniem. Niektórzy w tym miejscu czują się jak w domu, a zapachu teatralnego dymu i momentu zajęcia miejsca na obitym czerwonym materiałem fotelu nie oddaliby nawet za darmowe, filmowe wersje każdego istniejącego musicalu.


Czy widzieliście już musical Hamilton? Jakie są Wasze wrażenia?


ZOBACZ TAKŻE:

Publikowanie komentarza

0 Komentarze